3 razy nie! Kosmetyki, które nie są warte swojej ceny.

W dzisiejszym poście chciałabym opisać 3 buble kosmetyczne. Wszystkie przedstawione produkty, niestety pochodzą z jednej z moich ulubionych marek kosmetycznych mianowicie MAC Cosemtics.

W produktach tej firmy zakochałam się już dawno temu, więc chętna nowych wrażeń postanowiłam zaopatrzyć się w kolejne kosmetyki, które okazały się strzałem w kolano. W poniższym tekście, opowiem Wam o swoich doświadczeniach z produktami, które w moim odczuciu nie są warte uwagi. Na koniec dodam, że wpis dotyczy jedynie moich osobistych doświadczeń związanych z danym produktem i to, że nie sprawdziły się one u mnie, nie oznacza, że nie sprawdzą się u Was 🙂 Zapraszam do lektury.

MAC zawodzi

Moją wadą jest ciekawość i chęć eksperymentowania, co nie zawsze wychodzi mi na dobre. Testując wiele kosmetyków MAC postanowiłam zakupić kolejne, zakładając, że i tak się sprawdzą. Jakież było moje zaskoczenie i rozczarowanie kiedy to po kilku minutach od aplikacji spojrzałam w lustro i zauważyłam wielką katastrofę! Mój makijaż wyglądał jak po kilkunastu bardzo intensywnych godzinach. Winę, za to ponoszą 3 produkty, które można uznać za wizytówkę firmy.

Russian Red się wykrwawił!

Pierwszym i chyba najbardziej znanym kosmetykiem firmy MAC jest szminka o nazwie Russian Red w wykończeniu matte. Kolor tej szminki to głęboka czerwień z domieszką niebieskiego pigmentu, który niesamowicie podbija biel zębów a usta wydają się pełniejsze. Niewątpliwie jest to idealna czerwień, bardzo elegancka i klasyczna, która skupia na sobie uwagę otoczenia. Zatem co poszło nie tak?

Szminkę nałożyłam małym, precyzyjnym pędzelkiem wyrównując kontur ust korektorem. Konsystencja szminki była dość tępa i ciężka do aplikacji, jednakże fakt ten nie zniechęcił mnie do tego produktu. Wyglądał on zjawiskowo a ja czułam się w nim bardzo kobieco. Po chwili zaczęłam odczuwać spory dyskomfort a szminka wydawała się bardzo ciężka w noszeniu. Ponadto szminka postanowiła opuścić kontur ust i rozlać się dookoła nich. Cieniutkie czerwone kreseczki miałam dosłownie wszędzie, a takiego efektu nie chciałam uzyskać. Próbując naprawić to, co już się stało pogorszyłam tylko sprawę, a ostatecznie pozostałam z wielką buraczkową plamą na twarzy. Zniechęcona wynikiem testu odstawiłam szminkę na bok, do momentu, w którym natknęłam się na magiczną konturówkę do ust firmy Essence w kolorze transparent. Kredka ta jest przezroczysta więc można ją stosować do wielu pomadek, ponadto przez swoja woskową konsystencję jest w stanie utrzymać niesforne produkty tam, gdzie powinny się znajdować. Reasumując, „wykrwawianie się” szminki poza kontur ust wybaczyć można produktom, których koszt nie przekracza 10 złotych, jednak szminki firmy MAC są znacznie droższe (za szminkę z podstawowej kolekcji musimy zapłacić 86 złotych). Uważam, że produkt za taką cenę powinien pozostać na ustach bardzo długo a kosmetyki pomocnicze powinny być zbędne. Jedynym plusem jaki dostrzegam podczas jej stosowania jest pigmentacja. Niemniej jednak szminki o znacznie delikatniejszych kolorach noszą się świetnie i są warte uwagi.

Czarne piegi i maskara, która nie chce zejść.

Maskara czy masakra? Sama zastanawiam się, jak opisać kolejny produkt. Chciałabym wam przybliżyć tusz In Extreme Dimension 3D Black Lash, którego cena wynosi 100 złotych. Dostępne są dwie wersje produktu: wodoodporna i zwykła. Podczas zakupów zdecydowałam się na zwykłą, ponieważ te wodoodporne w mojej opinii źle się rozprowadzają. Na początku użytkowania tusz był niezwykle lejący, obciążał podkręcone zalotką rzęsy. Zdaję sobie sprawę z tego, że nowe maskary właśnie tak się zachowują. Po upływie mniej więcej 2 tygodni, kiedy tusz zdążył troszeczkę wyschnąć, jego konsystencja wydawała mi się dużo lepsza. Zmiana spowodowana podeschnięciem maskary wpłynęła również na jej osypywanie. Pod oczami i na nosie miałam tysiące czarnych kropeczek. Kolejną wadą tuszu jest jego szczoteczka, która jest bardzo duża i ciężko nią umalować dolne rzęsy bez ubrudzenia wcześniej nałożonego makijażu. Ponadto tusz, który rzekomo miał nie być wodoodporny nie chciał się zmyć. Pomimo wcierania w niego olejku do demakijaży, myciem oczu żelem i płynem micelarnym pozostawiał cienką, czarną kreskę wzdłuż linii rzęs. Kolejnym minusem jest jego szalone wysychanie. Tusz, którego używam od miesiąca wysechł prawie na kamień i nie nadaje się do niczego. Uważam, że w tej cenie można kupić dużo lepsze mascary np. z Lancome czy Marc Jacobs.

Może ciastko na drogę?

Korektory to temat rzeka, a ich dobór do naszych potrzeb i koloru skóry nie jest wcale taki łatwy. Mój idealny korektor powinien być długotrwały, lekki, rozświetlający i nie powinien zbierać się w zmarszczkach mimicznych. Taki też miał być Mineralize Concealer w odcieniu NC15. Pani w sklepie MAC zapewniała mnie, że produkt ten ma niesamowite krycie, nie powoduje efektu „ciastka” a w połączeniu z podkładem i pudrem, których aktualnie używałam miał komponować się idealnie. Pierwsze nałożenie korektora postanowiłam wykonać Beauty Blenderem, który w połączeniu z innymi korektorami, które posiadam spisywał się idealnie. Mój entuzjazm nie trwał jednak długo. Korektor pod wpływem zwilżonej gąbki zostawiał plamy, ścierał się przy każdym stemplowaniu i w bardzo nieestetyczny sposób połączył się z podkładem, również firmy MAC. Po nieudanej próbie zakamuflowania cieni pod oczami postanowiłam dać kosmetykowi jeszcze jedną szansę i wklepałam go palcami. Efekt końcowy, przez bardzo małe krycie jakie zapewnił mi produkt był średni jednak dzięki lekkiej konsystencji czułam się komfortowo. Komfort noszenia tego korektora minął w momencie nałożenia mojego ulubionego pudry MAC Blot Powder. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy pod oczami zauważyłam okropnie zważony produkt, przypominający swoim wyglądem ciasto. Zmarszczki mimiczne były bardzo podkreślone a cała strefa pod okiem wydawała się maksymalnie przesuszona. Kolejne próby nałożenia produktu kończyły się w taki sam sposób i pomimo zmiany kremów, pudrów i podkładów on nadal wyglądał okropnie. Jedynym wyjściem z tej sytuacji było znalezienie dla niego innego zadania. Sprawdza się on rewelacyjnie jako baza pod cienie. Świetnie je trzyma i przez swój jasny kolor wyrównuje odcień powieki i tuszuje prześwitujące przez nią żyłki. Cena tego korektora wynosi około 90 złotych.

 

Na co zwrócić uwagę?

– Przed aplikacją matowych pomadek należy wykonać peeling ust, po czym mocno je nawilżyć. Trik ten zapewni wam większy komfort noszenia produktu jak i uchroni was przed nieestetycznym podkreśleniem suchych skórek na wargach.

– Aby dłużej cieszyć się dobrym stanem maskary można włożyć ją na chwilę do kubka z ciepłą wodą, po czym mocno potrząsać aż tusz nabierze odpowiedniej konsystencji.

– Przed nałożeniem korektora pod oczy pamiętajmy o mocnym nawilżeniu tej strefy. Warto zwrócić uwagę na to, aby krem nie był zbyt ciężki i tłusty, ponieważ korektor nie będzie się na nim trzymał i zacznie się rolować pod palcami.

Produkty, o których pisałam, możecie znaleźć tutaj:

Russian Red : tutaj

Essence transparent nr13: tutaj

In Extreme dimension 3D Black Lash : tutaj

Mineralize concealer : tutaj

Dodaj komentarz