Blend It! O co tyle szumu?

Na początek…

Od pewnego czasu urodowym światem rządzą gąbeczki do makijażu, które szturmem weszły na sklepowe półki i podbiły serce niejednej z nas. Sama uległam nowej modzie i skusiłam się na wypróbowanie kilku gąbeczek, co przynosiło różne efekty. Uważam, iż kultowe już narzędzie do makijażu zasługuje na poświęcenie mu pierwszego posta na moim blogu. Jeśli jesteście zainteresowane tym tematem, i chcecie poznać moją opinię to zapraszam do przeczytania poniższego tekstu.

Od czego się zaczęło? Czyli – Panie i Panowie, przed Państwem Beauty Blender.

Winnym całego zamieszania i renesansu makijażu jest kultowy już Beauty Blender, który został stworzony w Stanach Zjednoczonych przez Rea Ann Silva, makijażystkę gwiazd w największych produkcjach kinowych i telewizyjnych. Rea Ann Silva potrzebowała narzędzi do makijażu, które będą wielofunkcyjne, zapewnią doskonałe krycie jak i stworzą efekt „drugiej skóry”. Tak oto narodził się pomysł stworzenia Beauty Blendera, który dzięki swojemu eliptycznemu, szpiczasto zakończonemu kształtowi idealnie dociera do wszystkich zakamarków naszej twarzy. Ponadto opatentowane, porowate tworzywo, z którego jest on wykonany ma na celu idealne stopienie się płynnych czy kremowych kosmetyków z naszą twarzą jak i niewchłanianie kosmetyku w głąb gąbki. Szeroka podstawa „jajka” ma na celu rozprowadzenie kosmetyku na policzkach, czole, i brodzie, natomiast szpiczasta końcówka idealne wpasowuje się w okolice oczu, nosa czy ust. Makijaż wykonany Beauty Blenderem ma przypominać ten, wykonany metodą airbrush i pozostawiać komfort noszenia nawet najcięższych podkładów i korektorów. Stosunkowo niedawno firma wypuściła na rynek mniejszą gąbeczkę przeznaczoną do aplikacji korektora i pudru w okolice oczu. Jak można przeczytać na stronie producenta gąbki te są hipoalergiczne i nie zawierają lateksu, tak więc mogą z niej korzystać osoby z bardzo delikatną skórą i skłonnością do alergii. Aby uzyskać zdumiewający efekt na twarzy i cieszyć się pięknie wyglądającą skórą należy zmoczyć gąbkę w zimnej wodzie i odsączyć jej nadmiar. W tym miejscu następuje magia a makijaż praktycznie robi się sam.

Blend It!

Kasowy sukces jaki przyniosła wyżej wspomniana gąbka spowodowały, iż co rusz wiele firm wypuszczało na rynek produkty inspirowane kultowym Beauty Blenderem, mające najdziwniejsze kształty i kolory. Niestety, praktycznie każda z imitacji „jajka” była totalną klapą przez źle dobraną wielkość czy tworzywo, które zazwyczaj było twarde, pochłaniało gigantyczną ilość podkładu jak i pozostawiało efekt grubej warstwy podkładu. W swoim życiu wypróbowałam wiele gąbeczek typu Beauty Blender i zawsze przy aplikacji nimi kosmetyków, miałam wrażenie obijania piłką mojej twarzy. Nie było to przyjemne a efekt takiego makijażu pozostawiał wiele do życzenia. Inwestycje w kultowe jajko, nie należą do najtańszych, ponieważ w sklepach stacjonarnych czy internetowych można je zakupić średnio za 70 złotych, przy czym dobrze zadbana gąbka posłuży nam maksymalnie 6 miesięcy. Tak więc szukałam dalej, do momentu, w którym w moje ręce wpadła gąbka Blend It! Produkt ten jest wykonany w Polsce i bardzo, ale to bardzo swoja strukturą i właściwościami przypomina Beauty Blender. Jedyną różnicą w moim mniemaniu jest cena, ponieważ za Polski produkt Musimy zapłacić niewiele ponad 25 złotych, co przy kwocie 70 złotych naprawdę robi różnicę. Moje gąbki (zwykłą i mini) zakupiłam przypadkiem przy okazji zakupów na stronie sklepu Minti Shop. Po recenzjach szczęśliwych posiadaczek tego cudeńka pokładałam w nim ogromne nadzieje. I nie zawiodłam się. Gąbka jest niebywale miękka, da się niemal całkowicie ścisnąć w dłoni a nasączona wodą faktycznie się powiększa. Dzięki podobnej do Beauty Blendera porowatej strukturze pozostawia twarz z idealnie wyrównanym kolorytem, pięknym kryciem i niebywale lekkiej warstwie kosmetyku. Dużej gąbki używam do nakładania podkładu i kremowego bronzera, natomiast mała gąbka służy do rozprowadzenia korektora pod oczami, bazy pod cienie jak i techniki zwanej baking czyli „wypiekanie”, która polega na naniesieniu sypkiego, transparentnego pudru miejsca nałożenia podkładu, pozostawieniu go na około 5 minut i ściągnięcia pędzlem jego nadmiaru. Jajeczka wydają się spełnieniem marzeń i złotym środkiem dla kobiet i wizażystów chwalących sobie nieskazitelny efekt na twarzy. W takim razie jak mój ulubiony pędzel do rozprowadzania kremowych i płynnych kosmetyków Hakuro H54 wypadnie w zestawieniu z rewolucyjną gąbką?

Blend It! vs. Hakuro H54

Podczas swojej makijażowej przygody miałam okazję przetestować wiele pędzli do twarzy, jedne spisywały się lepiej inne gorzej. Podczas testów moje nastawienie do tanich pędzli, którymi są produkty firmy Hakuro zmieniło się o 180%. Firma ta w swojej ofercie ma mnóstwo pędzli do twarzy i oczu i nie wszystkie są rewelacyjnej jakości, jednakże jeden z nich skradł moje serce i pozostał w mojej kolekcji na stałe. Mowa tu o genialnym pędzlu Hakuro H54. Znaleźć go możecie w drogeriach internetowych jak i stacjonarnie w drogeriach Jasmin we Wrocławiu. Pędzel ten ma kształt kulkowy, a włosie w nim jest bardzo zbite, jednakże bardzo przyjemne w kontakcie z twarzą. Pędzel ten kapitalnie rozciera granice między podkładem a kremowym bronzerem a spryskany wodą termalną bądź tonikiem nie pozostawia smug i równomiernie rozprowadza kosmetyk. Dlaczego więc porzuciłam mój ulubiony gadżet na rzecz gąbeczek? Otóż, malując się na co dzień stawiam na szybki, jednakże estetyczny i profesjonalny look. Używając pędzla zmuszona byłam do sięgania po inne pędzle w celu nałożenia i wklepania korektora pod oczy, rozprowadzenia bronzera czy przypudrowania twarzy. Dużą uwagę zwracam na pielęgnację twarzy więc pędzle po jednym użyciu musiałam myć i suszyć co zabierał zbyt dużo czasu. Poza tym, pędzle piją więcej kosmetyku i nie dają wspomnianego wyżej efekty airbrush.

Podsumowując, niestety pędzle do makijażu twarzy przegrywają w zestawieniu z gąbką Beauty Blender czy Blend It! I jeśli mam szczerze przyznać używam ich sporadycznie a efekt jaki zostawiają na mojej twarzy po dość czasochłonnej aplikacji nie sprosta moim wymaganiom. Entuzjastów gąbeczek do makijażu jest tylu ilu jej przeciwników, jednak ja zachęcam do wypróbowania właśnie tej z firmy Blend It ponieważ ma ona niską w stosunku do jakości cenę, jest przyjemna w stosowaniu a efekt jaki pozostawia na skórze niczym nie odbiega od tego, który można uzyskać za pomocą droższego produktu.

Na co zwrócić uwagę?

– Niewątpliwą wadą małej gąbeczki Blend It jest to, iż podczas pierwszego jej moczenia zaczęła puszczać swój niebieski kolor. Doradzam więc, abyście przed pierwszym użyciem dokładnie ją umyły.

– Ze względu na swoją delikatną strukturę podczas mycia gąbki, musicie uważać aby jej nie uszkodzić paznokciami czy ostrzejszymi elementami pierścionków.

– Gąbkę doradzam myć w letniej wodzie z kosmetykiem, który szybko i łatwo usunie z nich resztki produktu. Ja w tym celu używam żelu Vichy Pureté Thermale. Gąbki mogą stać się siedliskiem bakterii, zatem powinno się je myć po każdym wykonaniu makijażu i suszyć w przewiewnym miejscu, ja robię to na mojej toaletce, dopiero po wyschnięciu gąbeczki chowam do szuflady.

Produkty, o których pisałam, możecie znaleźć tutaj:

Beauty Blender : tutaj

Blend It! : tutaj

Pędzel Hakuro H54 : tutaj

 

Dodaj komentarz